W przedostatni dzień naszego urlopu postanowiliśmy wybrać się w Tatry Bielskie na Szeroką Przełęcz Bielską. Chciałem tym samym pokazać Asi piękno tych nieco niedocenianych gór.
Następnego dnia po przejściu Orlej Perci mieliśmy zrobić coś mega lajtowego... wyszło jednak to średnio, bo wybraliśmy się na Koprowy Wierch. Jedynym minusem wycieczki była duża ilość ludzi na szlaku... ludzi, od których tak chcieliśmy odpocząć. ;)
Po dwudniowej pauzie w chodzeniu po Tatrach, postanowiliśmy dokończyć nasz główny cel - Orlą Perć. Tym razem czekał nas najbardziej wymagający odcinek rozciągający się pomiędzy przełęczą Zawrat, a Skrajnym Granatem.
W drugi dzień urlopu postanowiliśmy znów się nie oszczędzać i znów ostro spiąć tyłki i wytargać na coś wysokiego... tym razem wybór padł na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem.
Nasz drugi urlop postanowiliśmy rozpocząć od mocnego uderzenia i wykorzystać dobrze zapowiadającą się pogodę do przejścia kawałka Orlej Perci - od przełęczy Krzyżne do Skrajnego Granata.
O słynnej Grani Rohaczy usłyszałem po raz pierwszy od mojego kolegi - Tomka J. Słowacka Orla Perć, bo tak się ją nazywa, zaczyna się na Rohaczach, a kończy na Salatynach. My postanowiliśmy napocząć ją od tyłu.