W tym roku, tak jak i w poprzednim, znów udało nam się wybrać na Andrzejki w góry. Tym razem wybór padł na Beskid Śląski i Schronisko "Soszów".
W najładniejszy dzień Majówki postanowiliśmy z Asią odwiedzić Baranią Górę. Chcieliśmy się tym samym przekonać, czy zima już opuściła Beskid Śląski.
Ta przerwa trwała zdecydowanie za długo, bo trochę się rozleniwiłem... w końcu jednak przyszedł taki weekend, którzy grzech by było nie wykorzystać na górską wycieczkę. Tym razem nasza trasa wiodła na Pilsko jego słowackim zboczem.
Z racji, że wiatr w weekend hulał jak oszalały, postanowiliśmy wybrać się na Chrobaczą Łąkę, by zobaczyć, jak z zewnątrz wygląda budynek schroniska po pożarze...
Po prawie miesiącu przerwy od górskich wypraw udało się w końcu nam znów gdzieś wybrać. Trasa specjalnie nie była zbyt wymagająca, bo po takiej przerwie nie ma co szaleć. :)
Po bieszczadzkich eskapadach powróciliśmy w stary, poczciwy Beskid Żywiecki. Asia wybrała tę trasę, bo chciała widzieć Tatry. Liczyliśmy więc na w miarę dobrą pogodę, jednak, aż takiej się nie spodziewaliśmy. :)