Wichren

czyli wyprawa na najwyższy szczyt Pirynu

Data dodania wpisu 27.08.2023 Pasmo górskie Piryn Kraj bułgaria - flaga kraju
Komentarze do wpisu Skomentuj
Wichren ze schroniska Wichren
Data wycieczki 25.07.2022 Dystans wycieczki ok. 10 km Czas trwania wycieczki ok. 8 h Uczestnicy wycieczki Asia, Michał Organizator wycieczki PTTK Rzeszów
zdjęcia trasa

W sobotę 23 lipca udało nam się za pomocą biura turystycznego PTTK Rzeszów wyjechać do Bułgarii. Ostatnim razem na takiej zagranicznej wycieczce byliśmy w 2019 roku, kiedy to również z rzeszowskim biurem zwiedzaliśmy Góry Przeklęte w Czarnogórze. Potem nastąpiły 2 lata przerwy spowodowane głównie koronawirusem i tymi wszystkimi restrykcjami. Dlatego byłem bardzo szczęśliwy, że w końcu udało nam się ponownie wyjechać w Bałkany. Mojego szczęścia nie zmniejszyło nawet to, że pociągiem Intercity z Katowic do Krakowa jechałem na schodach wejściowych. 🙂

Na poniedziałek (25 lipca) mieliśmy zaplanowaną pierwszą wycieczkę na Wichren. Zakwaterowani byliśmy w hotelu Gardenia w centrum Banska. Jednak to nie stamtąd wyruszyliśmy na najwyższy szczyt Pirynu. Panowie kierowcy podwieźli nas na wysokość 1810 m. n.p.m. do kempingu Banderitsa. Tam znajdował się duży parking, na którym całkiem spokojnie mieścił się nasz autokar.

Hotel Gardenia w Bansku
Hotel Gardenia w Bansku

Jednak już sam dojazd w to miejsce był bardzo ekscytujący, bo musieliśmy pokonać prawie 900 metrów przewyższenia. Droga wiodła wieloma serpentynami, w których od czasu do czasu roztaczały się ciekawe widoki, ale nie było ich aż tak wiele, bo większość drogi poprowadzona była lasem. Sam dojazd zajął nam prawie 45 minut, ale dzięki niemu, nie musieliśmy pokonywać ponad 2000 metrów przewyższenia, a jedynie nieco ponad 1100. 🙂 Może i ta pierwsza opcja była kusząca, ale większość z nas po takim dniu byłoby totalnie wykończona, a przecież to był dopiero pierwszy dzień naszej bułgarskiej przygody.

Tuż po godzinie 9 rano wyruszyliśmy z parkingu w stronę Schroniska Wichren położonego około 1,5 km od parkingu. Do schroniska również prowadzi dobrze utrzymana, asfaltowa droga, ale nie nadaję się ona już za bardzo dla autokarów. Dla nas to była dobra wiadomość – w końcu byliśmy na wycieczce pieszej, a nie objazdowej. 🙂

Pierwszą przeszkodą były drewniane schody, które miały bardzo niskie stopnie, przez co szło się mi po nich koszmarnie. Po ich pokonaniu miałem problemy z oddychaniem i miałem wrażenie, że znów dopadła mnie arytmia. Na szczęście po ich pokonaniu wyszliśmy na asfalt, na którym serducho odzyskało właściwy rytm.

Arytmiczne schody
Arytmiczne schody

Zaraz po znalezieniu się na drodze, tuż obok do góry prowadziły następne schody, którymi można było dojść do najstarszego drzewa w Bułgarii – sosny bośniackiej zwanej Bajkuszewata Mura. Osoby (w tym Asia) zainteresowane mogły sobie tam podejść by popodziwiać ten długoletni (1300 lat) okaz z bliska, ja jednak nie należałem do tej grupy.

Już na samym początku nasz przewodnik Marek stanowczo wytłumaczył osobom, które go wyprzedzały, że nie zamierza tego tolerować. Oczywiście nam się to średnio podobało, ale niestety takie reguły panują na tego typu wycieczkach. Czasami zdarza się, że przewodnicy są bardziej „lajtowi”, a niekiedy mniej. Nasz już w pierwszym dniu dał się poznać, jako osoba mało wyluzowana.

Widok na wschodnie ramię Wichrenu
Widok na wschodnie ramię Wichrenu

Nasza wędrówka asfaltem liczyła raptem 450 metrów, po nich ponownie zagłębiliśmy się w rzadki las pełny młodych choinek. Oprócz nich występowała tam również kosodrzewina i wiele krzaków jałowca. Pokonywanie tego lekko leśnego terenu nie trwało długo, bo już o godzinie 9:50 dotarliśmy do schroniska Wichren.

Przy schronisku mieliśmy zaplanowaną około 10-minutową przerwę, więc po szybkim obejrzeniu jego jadalni udało nam się jeszcze wytargać na najbliższe skaliste wzniesienie, by obcykać ten obiekt z wyższej perspektywy. Okazało się jednak, że z tego miejsca równie pięknie prezentuje się nasz cel, więc i on otrzymał solidną porcje fotografii.

Wichren z okolicy schroniska Wichren
Wichren z okolicy schroniska Wichren

Gdy jednak usłyszeliśmy markowe „2 minuty” wiedzieliśmy, że musimy z niego schodzić, by nie potraktował nas jako osoby go wyprzedzające. 🙂 Tuż po dziesiątej wyruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku najwyższego szczytu Pirynu, na który wyjście wg tabliczek miało nam zająć 3 godziny.

Schronisko Wichren
Schronisko Wichren

Ten etap trasy zapowiadał się dużo poważniej od tego poprzedniego, bo od razu jak tylko wyruszyliśmy to szlak prowadził konkretnie pod górę. Wędrówka ta w niczym nie przypominała tej, którą prowadziliśmy z parkingu do schroniska Wichren. Nam się to oczywiście podobało, bo lubimy takie wyciski, ale grupa już doświadczała tego z różny sposób. Byli tacy co cisnęli zaraz za przewodnikiem Markiem (który miał akurat dobre tempo), ale byli też tacy, który szli wolniej. Na szczęście za nimi szedł „zamek” Marcin, który pilnował by nikt się nie zgubił. 🙂

Plusem wynikającym z tej sytuacji był fakt, że grupa się mocno rozciągnęła i nie szliśmy jak barany jeden za drugim, tylko były przerwy, które można było wykorzystać na robienie zdjęć. A było co fotografować, bo z tyłu bardzo ładnie prezentowało się schronisko, które było położone w zielonej dolinie, otoczone potężnymi masywami górskimi. Same masywy, m.in. Todorki wyglądały równie pięknie – choć miałem wrażenie, że swoim wyglądem przypominają mi rumuńskie Moldoveanu. 🙂

W niższych partiach Piryn przypomina Tatry
W niższych partiach Piryn przypomina Tatry

O godzinie 10:45 przewodnik zarządził przerwę, by ponownie scalić grupę, a przy okazji nabrać sił przed zdobyciem przełęczy. Dla nas trwało ona około 15 minut, ale dla ludzi którzy przyszli w to miejsce jako ostatni, trwała zdecydowanie krócej. Po prostu przewodnik rzucał hasło: „10 minut od ostatniego” i Ci co byli pierwsi mieli 20 minut przerwy, a Ci ostatni tylko 10.

Kolejny minuty i metry to dalsze nabieranie wysokości pośród traw i jałowców z widokiem na południowe zbocze i południowo-wschodnią grań Wichrenu. Pomimo iż, od schroniska do przełęczy musieliśmy pokonać tylko ok. 600 metrów różnicy wysokości, to jak dla nas tempo było średnie. Na domiar złego kiedy osiągnęliśmy najwyższe piętro doliny to pogoda zaczęła się psuć i nad wierzchołkiem Wichrenu zaczęły pojawiać się mocniejsze chmury.

Zachmurzony Wichren
Zachmurzony Wichren
Wichren z podejścia na Wichreński Presłap
Wichren z podejścia na Wichreński Presłap

Dopiero o godzinie 12:05 zdobyliśmy Wichreński Presłap. To przełęcz położona na wysokości 2575 m. n.p.m., która rozciągnięta jest pomiędzy Wichrenem, a Chwojnati’m Wrych’em. Widoki z niej są bardzo okazałe, choć akurat tego dnia to się nie potwierdziło. Poza Wichrenem i Chwojnati’m Wrych’em pięknie było widać Muratow Wrych, Gredaro oraz Włachinskie Ezera.

Na przełęczy również mieliśmy punkt zbiorczy i tym samym znowu mieliśmy chwilę przerwy (15 minut) na mini odpoczynek i zdjęcia. Stamtąd pozostała nam około godzina marszu na szczyt. Szczyt Wichrenu jest zbudowany z marmurów, które nadają mu taki biały wygląd, że wygląda on jakby był pokryty wiecznym śniegiem. Całe szczęście, że to tylko skały, bo gdyby tam był śnieg to bym się trochę obawiał wspinać na niego.

Jola i Asia na tle Muratow Wrycha, Gredaro oraz Włachinskiego Ezera
Jola i Asia na tle Muratow Wrycha, Gredaro oraz Włachinskiego Ezera
Kwiatki na Wichrenie
Kwiatki na Wichrenie
Kwiatki na Wichrenie
Kwiatki na Wichrenie

Wejście jest proste i prowadzi dosyć wyraźną, ale trochę stromą ścieżką wyrytą w nieco zjechanym południowym zboczu góry. Początkowo nawet próbowałem wychodzić trochę inaczej niż wszyscy – równolegle do szlaku, ale w odległości od niego około 10 – 20 metrów. Zdobiłem tak, bo lubię chodzić po litych skałach, a te na takie wyglądały. Jednak po kilku minutach zrezygnowałem z takiego trybu, bo materiał skalny był jednak trochę kruchy, a nie chciałem na nikogo strącić jakiegoś kamienia. Wróciłem więc pokornie na szlak i wędrowałem w naszej grupie, która ponownie się mocno rozciągnęła.

Jak krasnoludki we mgle - wspinaczka na szczyt...
Jak krasnoludki we mgle – wspinaczka na szczyt…
Przelewające się chmury przez Gredaro
Przelewające się chmury przez Gredaro

Szczyt Wichrenu zdobyliśmy o godzinie 13 czyli dokładnie o tej porze, o której mieliśmy go zdobyć. Oprócz naszej grupy było tam trochę turystów, ale nie było dużych tłumów. Jak to mam w zwyczaju od razu poszedłem pooglądać północną grań opadającą na przełęcz Premkata. Teoretycznie przy bardziej wyluzowanym przewodniku można by było się zapytać czy by nie można tamtędy zejść robiąc tym samym piękne kółeczko, ale przy Marku nawet tego nie próbowaliśmy. 🙂

Asia na szczycie Wichrenu
Asia na szczycie Wichrenu

Można było zatem podziwiać widoki, które niestety były mocno ograniczone przez chmury. Po jakimś czasie ku mojej radości i tak pokazały się dwa szczytu Kuteło oraz kawałek grani Konczeto. Oprócz tego dobrze było widać przełęcz Premkata’e i szlaki na Kuteło oraz trawersujące ten drugi co do wysokości szczyt Pirynu.

Na szczycie byliśmy ponad pół godziny, podczas których wszyscy sobie robili zdjęcia z bułgarską flagą przy metalowym słupku wypełnionym kamieniami, ja natomiast zastanawiałem się jaki byłby stąd widok gdyby nie te zachmurzenie.

Dwa wierzchołki Kuteło
Dwa wierzchołki Kuteło

Strasznie szybko minęło szczytowe 30 minut i przewodnik Marek rozpoczął zejście kierując się ponownie w stronę przełęczy Wichrenski Presłap. Pół godziny później już na niej byliśmy. Niebo cały czas było konkretnie spowite chmurami – szczególnie nad Wichrenem.

Todorki i Chwojnati Wrych z Wichreńskiego Presłapa
Todorki i Chwojnati Wrych z Wichreńskiego Presłapa

Praktycznie bez zatrzymywania kontynuowaliśmy zejście w stronę chyży Wichren. Odpoczynek mieliśmy pół godziny później, kiedy osiągnęliśmy trawiastą płaszczyznę w górnej części doliny. Tam na chwilę usiedliśmy na licznie występujących kamieniach. Siedząc tak obserwowaliśmy kozice, które w niewielkiej odległości skubały sobie trawkę.

Kozice przy szlaku
Kozice przy szlaku
Kozica pozująca na skale
Kozica pozująca na skale

20 minut później ruszyliśmy w dalszą drogę zejściową podziwiając pięknie oświetlone w popołudniowym słońcu szczyty masywu Todorek. Oczami wyobraźni marzyliśmy o przejściu całej tej grani, ale wiedzieliśmy, że na takiej z góry zaplanowanej wycieczce, jest to nie możliwe. Trzeba by było tutaj przyjechać z jakąś własną ekipą i zrobić takie różne ciekawe i niestandardowe przejścia. Możliwe że kiedyś nam to będzie dane, bo Piryn jest dosyć duży, a my na tej wycieczce mieliśmy go tylko trochę liznąć.

Potężne Todorki
Potężne Todorki

Tuż przed godziną 16 dotarliśmy do schroniska i przyszedł czas na poszczytowe piwo. Asia długo wybierała swoje piwo, ale w końcu udało jej się zamówić Fresh’a o odpowiednim smaku. Natomiast ja raczyłem się bułgarskim standardem czyli Kamienicą, która bardzo mi smakowała po zdobyciu najwyższego szczytu Pirynu.

Przyznam szczerze, że po tym zejście konkretnie bolały mnie stopy. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim bólem, po zejściu z gór. Możliwe, że było to spowodowane zejściem z dużej wysokości, podczas którego praktycznie nie było wypłaszczeń i stopy nie miały się gdzie zregenerować.

Pół godziny później byliśmy już w drodze na parking, do którego dotarliśmy o 17. Z oddali naszej grupy wyglądali już nasi kierowcy, którzy musieli tutaj na nas czekać ponad 8 godzin. 🙂

Postaw nam kawę

Jeśli podobała Ci się relacja i chcesz by więcej takich było na blogu, to będziemy zadowoleni jeśli postawisz nam kawę. :)

Kup mi kawę :)

Podsumowanie wycieczki

Dystans wycieczki ok. 10 km Czas trwania wycieczki ok. 8 h Średnia prędkość marszu 1.09 km/h Suma przewyższeń 1,09 km Uczestnicy wycieczki Asia, Michał
Przebieg wycieczki Przebieg wycieczki
kempingu Banderitsa (parking) Schronisko Wichren
Schronisko Wichren Wichreński Presłap
Wichreński Presłap Wichren
Wichren Wichreński Presłap
Wichreński Presłap Schronisko Wichren
Schronisko Wichren kempingu Banderitsa (parking)
Transport autokar z PTTK Rzeszów

Tagi: ,

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x