Lodowa Przełęcz

czyli coś na osłodę po odwrocie z Lodowej Kopy

22.07.2019
Asia, ja
Lodowa Kopa i Przełęcz

Wyprawa na Lodową Kopę miała być najdłuższą z zaplanowanych tras podczas lipcowego urlopu. Plan zakładał również przejście z południa na północ przez całe Tatry. Co prawda głównego celu – Lodowej Kopy nie udało się nam zdobyć, ale tak poza tym to wszystko idealnie wypaliło.

Rano podjechaliśmy autem do Tatrzańskiej Jaworzyny, a następnie autobusem SAD-u do Starego Smokowca. Będąc w Jaworzynie trochę się zdziwiliśmy, że parking na którym zazwyczaj parkowaliśmy był zamknięty. Znaleźliśmy na szczęście miejsce na poboczu drogi. 🙂 Jeśli chodzi o autobus to gdy przyszliśmy na przystanek to widzieliśmy, że coś autobusowego stoi po drugiej stronie drogi. Chwilę potem kierowca ruszył, zawrócił na tym ostrym zakręcie Drogi Wolności i podjechał na przystanek koło poczty.

Jazda nim trochę nam się ciągnęła, bo autobus nie jechał tak szybko, jak my tam jeździmy, a ponadto wielokrotnie zatrzymywał się na przystankach. Także gdy dojechaliśmy do Starego Smokowca to już nas trochę dupy bolały od tego siedzenia. Całe szczęście, że teraz czekało nas około 20 km marszu, zanim ponownie mieliśmy znaleźć się przy samochodzie.

Tuż obok autobusowego dworca spotkaliśmy wiewiórkę, która sprytnie zaczepiona o korę brzozy ciekawie nam się przyglądała.

Wiewiórka w Starym Smokowcu
Wiewiórka w Starym Smokowcu

Następnie rozpoczęliśmy mozolne podejście na Hrebienok (Smokowieckie Siodełko). Po drodze spotkaliśmy Polaków, którzy wybierali się do Doliny Staroleśnej i na Rohatkę. Rano na szlaku było wyjątkowo pusto i tak jakoś dziwnie, bo przecież tutaj zazwyczaj wędruje mnóstwo turystów. Poranna pogoda była całkiem niezła – miejscami przebijało się słońce, a i chmury nie wyglądały tak strasznie.

Asia na pustej Tatrzańskiej Magistrali
Asia na pustej Tatrzańskiej Magistrali

Gdy minęliśmy skrzyżowanie z odbiciem do Doliny Staroleśnej stwierdziliśmy, że wyjątkowo dziś głośno słychać Staroleśny Potok. Jak się potem okazało był on dużo większy niż zwykle i rozlał się trochę na nasz szlak. 🙂

Staroleśny Potok zalewający szlak
Staroleśny Potok zalewający szlak

Wodospad Olbrzymi wraz ze swoją odnogą również był większy i głośniejszy. Widać, że po nocnych opadach woda jeszcze całkowicie nie spłynęła z gór.

Wodospad Olbrzymi
Wodospad Olbrzymi

Wkrótce potem dotarliśmy do Schroniska Zamkowskiego, przy którym urządziliśmy sobie przerwę.

Otoczenie schroniska wyglądało trochę jak po wojnie, bo prowadzone tam były prace związane chyba z kanalizacją toalet. Gdy tak siedzieliśmy dogoniło nas dwóch nosiczów. Nie wiem gdzie szli, ale idąc do Schroniska Tery’ego już ich nie widzieliśmy. To znaczy, że albo nie szli w tym kierunku co my, albo szliśmy tak szybko. 🙂

Sławkowski Szczyt
Sławkowski Szczyt

Wędrówka Doliną Małej Zimnej Wody upłynęła nam na podziwianiu Kościołów oraz żlebów (szczególnie: Stilla) opadających spod Pośredniej Grani. Szło się tam rekreacyjnie, bo było w miarę równo, gdy jednak doszliśmy w okolice wodospadu (Złota Siklawa), to trzeba było się nieco wysilić, by wdrapać się na próg Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Trochę nam to zajęło, ale w końcu się udało – chociaż trzeba przyznać, że dolina nie przywitała nas za ładnie. Było mocne zachmurzenie i nie było widać ani Lodowego, ani Baranich Rogów.

Wielki Łomnicki Ogród
Wielki Łomnicki Ogród
Kozia Strażnica, Pośrednia Grań, Żółta Ściana i Złota Siklawa
Kozia Strażnica, Pośrednia Grań, Żółta Ściana i Złota Siklawa

Oprócz chmur trochę też wiało, więc poszliśmy do schroniska. Było w nim trochę osób, ale bez problemu znaleźliśmy miejsce. Mogliśmy trochę tam ochłonąć i przygotować się do dalszej drogi. Po wyjściu ze schroniska chmury się trochę podniosły i nastroiło nas to bardziej optymistycznie.

Schronisko Tery'ego
Schronisko Tery’ego

Ruszyliśmy więc w stronę Pośredniego Stawu Spiskiego, a potem wspięliśmy się z pomocą łańcuchów po zboczu Pięciostawiańskiej Kopy, tym samym znajdując się w Dolince Lodowej. O ile w drodze do schroniska mijaliśmy trochę turystów, tak tutaj praktycznie nie było nikogo. Widzieliśmy tylko postacie wspinające się po łańcuchach na Czerwoną Ławkę oraz słyszeliśmy (Asia też widziała) ludzi wspinających się żlebem na Przełęcz pod Żółtą Ścianą – pewnie szli na Pośrednią Grań.

Przed nami teraz rysowało się ostatnie podejście na Lodową Przełęcz. Z dołu wyglądało, że mykniemy tam bardzo szybko, ale to było tylko takie złudzenie. Bo szliśmy i szliśmy, a tu dopiero byliśmy przy Lodowym Stawku. To mniej więcej w tym miejscu wyprzedził nas turysta – biegacz (bo takie miał ubranie). Początkowo po kamieniach szło się średnio pod górę, ale gdy zaczęły się „tory” (drewniane obicie szlaku) to już było stabilniej. Tuż poniżej przełęczy tory były miejscami jeszcze zasypane śniegiem, więc trzeba było trochę uważać. Samą końcówkę podejścia zabezpiecza też krótki ciąg łańcucha, z którego również skorzystaliśmy. Nasz biegacz tylko wyszedł na przełęcz i praktycznie od razu zaczął z niej schodzić – minęliśmy się nieco poniżej łańcuchów. 🙂

Lodowy Stawek
Lodowy Stawek
Podejście na Lodową Przełęcz
Podejście na Lodową Przełęcz
Miejscami pod przełęczą zalega jeszcze śnieg
Miejscami pod przełęczą zalega jeszcze śnieg

Widoki z przełęczy były strasznie… marne 🙂 do tego konkretnie wiało – chyba pierwszy raz włożyłem wtedy rękawiczki. Najgorsze było to, że musieliśmy na przełęczy trochę poczekać i zastanowić się co dalej robimy. Wszak naszym celem była Lodowa Kopa, a nie Lodowa Przełęcz. 🙂 Usadowiliśmy się więc trochę za skałami i czekaliśmy chwilę. Mieliśmy widok na Dolinkę Lodową i Pośrednią Grań. Warunki zmieniały się co kilka minut. I tak raz było wszystko pięknie widać, a po chwili było widać tylko chmury.

Zachmurzone widoki z Lodowej Przełęczy
Zachmurzone widoki z Lodowej Przełęczy
Widok w kierunku Lodowej Kopy
Widok w kierunku Lodowej Kopy

W jednym z tych okienek pogodowych zdecydowaliśmy się spróbować wyjść na szczyt Lodowej Kopy. Początkowo droga była łatwa ponieważ wyznaczały ją liczne kopczyki. Jednak gdy stanęliśmy pod żlebem to już nie wiedzieliśmy czy ten jest tym właściwym. Gdy tak przez moment się zastanawialiśmy znów przyszły chmury i musieliśmy porzucić pomysł zdobywania tej góry w takich warunkach – to po prostu nie miało najmniejszego sensu. Wróciliśmy zatem pokornie na przełęcz i tam zrobiliśmy sesję fotograficzną z banerem. 🙂

Asia na podejściu na Lodową Kopę
Asia na podejściu na Lodową Kopę
Wyjściowy żleb z dołu
Wyjściowy żleb z dołu
Ponowny atak chmur
Ponowny atak chmur
Powrót na Lodową Przełęcz
Powrót na Lodową Przełęcz

W międzyczasie na przełęczy znalazły się inne osoby i one również próbowały swoich sił w zdobyciu Kopy, ale też miałem wrażenie, że im się to nie udało.

My na przełęczy
My na przełęczy

My natomiast rozpoczęliśmy mozolne zejście w stronę Zadniej Doliny Jaworowej. Schodząc podziwialiśmy ścieżkę biegnącą półką w stronę Jaworowej Przełęczy. 🙂 Oczywiście gdy już byliśmy niżej Lodowa Kopa się praktycznie cała odkryła, podobnie było zresztą z Jaworowymi Szczytami. Jednak chwilę potem znów była w chmurach. Większe przejaśnienia wystąpiły dopiero gdy byliśmy na wysokości Żabiego Stawu Jaworowego.

Zadnia Dolina Jaworowa
Zadnia Dolina Jaworowa
Prawie odsłonięta Lodowa Kopa
Prawie odsłonięta Lodowa Kopa
Jaworowe Szczyty
Jaworowe Szczyty
Asia schodzi w stronę Żabiego Stawu Jaworowego
Asia schodzi w stronę Żabiego Stawu Jaworowego
Przejaśnia się
Przejaśnia się
Szeroka Jaworzyńska
Szeroka Jaworzyńska
Robi się coraz bardziej zielono
Robi się coraz bardziej zielono

W Jaworowym Ogrodzie spotkaliśmy sporo turystów (większość Polaków), którzy wychodzili z drugiej strony na Lodową Przełęcz. Kawałek niżej z kolei tuż przy szlaku znalazła się odważna kozica, która pomimo że nas trochę obeszła, to i tak bardzo długo pozowała do zdjęć.

Odważna kozica
Odważna kozica

W okolicach mostku spotkaliśmy panią, która zaczęła wypytywać nas czy widzieliśmy gdzieś tam wyżej jej męża. My nikogo takiego nie widzieliśmy, ale to nie przeszkodziło jej w włączeniu gadki, którą przez kilka minut mogłem słuchać, a potem już jej miałem dosyć. Poszedłem więc dalej i czekałem na Asię, która po chwili do mnie przybiegła mówiąc byśmy przyśpieszyli, bo pani zaczęła schodzić i może nas dogonić. 🙂

Nieco niżej ciekawie prezentował się Jaworowy Mur, a jeszcze niżej kusząco wyglądało wejście do Czarnej Doliny Jaworowej. My natomiast mieliśmy już dosyć chodzenia i marzyliśmy o znalezieniu się w Tatrzańskiej Jaworzynie. Zanim to nastąpiło musieliśmy jeszcze pokonać szlakowy obryw i przejść obojętnie obok wspaniałego widoku Tatr Bielskich. 🙂

Jaworowy Mur
Jaworowy Mur
Czarna Dolina Jaworowa w chmurach
Czarna Dolina Jaworowa w chmurach
Obryw na szlaku w Dolinie Jaworowej
Obryw na szlaku w Dolinie Jaworowej
Tatry Bielskie
Tatry Bielskie

W Jaworzynie Asia mnie jeszcze namówiła na kofolę. Trochę dziwnie to brzmi, bo mnie zazwyczaj nie trzeba na nią namawiać. Tutaj jednak było inaczej, bo do kofolowego bufetu trzeba było trochę podejść pod górę. Ale warto było, bo Pani zaserwowała nam napój idealny – mokrą i zimną kofolkę. 🙂

Podsumowanie

ok. 20 km
ok. 10 h
Stary Smokowiec (dworzec autobusowy) Hrebienok
Hrebienok Schronisko Zamkowskiego
Schronisko Zamkowskiego Jaworzyna Tatrzańska
wzdłuż drogi w Jaworzynie Tatrzańskiej
własny

Lodowa Przełęcz

Zobacz pełną galerię zdjęć »

Trasa wycieczki

Trasa w portalu PlanetaGor.pl

Tagi: