Hawrań

czyli pierwsze poważniejsze tatrzańskie ostrzeżenie

27.10.2019
Asia, Tomek, ja
Nowy Wierch, Hawrań i Płaczliwa Skała ze Stefanowego Działu

Najwyższy szczyt Tatr Bielskich nie dawał nam spokoju już od paru dobrych lat. Zawsze gdy podróżowaliśmy Drogą Wolności (słow. cesta Slobody) zastanawialiśmy się jak na nim musi być. Sami jednak nie próbowaliśmy nawet tam się wybierać, bo nie znaliśmy drogi, a i obawialiśmy się bielskich niedźwiedzi, o których od czasu do czasu było głośno. Tym razem towarzyszył nam Tomek – prekursor takiego chodzenia, więc szanse zdobycia tej góry od razu robiły się bardziej realne. Tom miał bardzo dobrze rozeznany teren i bez żadnych problemów zaprowadził nas na wierzchołek Hawrania (słow. Havran).

To była ostatnia wycieczka w tym roku w Tatry, ponieważ kończył się październik – a z nim piękna pogoda, która umożliwiała bezpieczne chodzenie po tatrzańskich wierchach. Pomimo iż była to kończąca sezon wyprawa, to dopiero pierwsza z Tomkiem. Powoli się do takiego stanu rzeczy przyzwyczajamy, bo w zeszłym roku wyglądało to dokładnie tak samo.

Tym razem to my jechaliśmy autem i po zabraniu Tomka z Żywca wyruszyliśmy standardową trasą (Żywiec – Korbielów – Zublohlava – Jabłonka – Czarny Dunajec – Nowy Targ – Białka Tatrzańska – Jurgów – Podspády – Tatranská Javorina) do Jaworzyny Spiskiej. Gdy tam dojechaliśmy było już po 7 i wobec nieczynnego parkingu koło poczty musieliśmy poszukać innego miejsca. Znaleźliśmy je na poboczu drogi koło kościoła, kawałek za wielkim zakrętem w centrum wioski.

Tego dnia było bezchmurne niebo, więc takiej pogody żal było nie wykorzystać. Pomimo jawnego niewyspania się nie żałowaliśmy nocnego wstawania z łóżka. Na ten pomysł wpadło również wielu turystów, bo na prowizorycznym parkingu było już wiele samochodów (większość na polskich blachach).

W Jaworzynie Spiskiej weszliśmy na zielony szlak prowadzący w głąb Doliny Jaworowej (słow. Javorová dolina). Dolina ta jeszcze w zeszłym roku była zamknięta z powodu uszkodzenia szlaku w 2018 roku przez wody Jaworowego Potoku. Teraz na szczęście można było przez nią wędrować bezpiecznie, chociaż akurat my mieliśmy w planach przejść tylko jej początkowy, niewielki fragment.

Murań z Polany pod Muraniem
Murań z Polany pod Muraniem

Około 30 minut zajęło nam dotarcie do skrzyżowania zielonego szlaku, ze szlakiem niebieskim – prowadzącym Doliną Zadnich Koperszadów (słow. Zadné Meďodoly) na Przełęcz pod Kopą (słow. Kopské sedlo). Tam właśnie skręciliśmy. Chwilę później znaleźliśmy się na Polanie pod Muraniem (słow. Poľana pod Muráňom) zwanej Gałajdówką. Tutaj przez moment usiedliśmy przy wiatce podziwiając potężne zachodnie ściany Murania.

Widok na Murań przy rzeźbionych ławkach
Widok na Murań przy rzeźbionych ławkach

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. Musieliśmy teraz dojść do miejsca, w którym znajdowały się pięknie rzeźbione ławki. Faktycznie po około 10 minutach marszu po lewej stronie szlaku odnaleźliśmy siedziska, na których wyrzeźbione były przeróżne zwierzęta. Chyba najbardziej z nich podobała mi się jaszczurka. 🙂

Jaszczurka
Jaszczurka

W tym miejscu wyczekaliśmy na odpowiedni moment i odbiliśmy od szlaku na mało widoczną ścieżkę, która miała nas zaprowadzić na Stefanowy Dział (słow. Štefanov diel). Jest to długa grzęda, za pomocą której można dostać się pod południowe zbocza Hawrania. Ścieżka, która na początku była nikła, po przejściu około 100 metrów, zrobiła się bardzo wyraźna i przypominała normalny szlak.

Wspinaczka na Stefanowy Dział
Wspinaczka na Stefanowy Dział
Gęsia Szyja i Rusinowa Polana
Gęsia Szyja i Rusinowa Polana

Kolejne minuty to konkretne nabieranie wysokości w dosyć gęstym lesie. Po około 40 minutach doszliśmy do miejsca, w którym las się wyraźnie przerzedził i można było podziwiać głównie masyw Szerokiej Jaworzyńskiej (słow. Široká), który znajdował się najbliżej nas.

Szeroka Jaworzyńska
Szeroka Jaworzyńska
Asia na tle grzbietu Wołoszynów i Koszystej
Asia na tle grzbietu Wołoszynów i Koszystej

5 minut później okupowaliśmy już trawiastą łąkę, z której fantastycznie widoczne były najbliższe szczyty Tatr Bielskich czyli Murań, Nowy Wierch, Hawrań oraz Płaczliwa Skała. Widzieliśmy również miejsce, do którego musieliśmy dojść – prawy Zadni Stefanowy Żleb – za pomocą którego mieliśmy dostać się na Hawranią Przełęcz (słow. Havranie sedlo).

Zbliżenie na Hawrań
Zbliżenie na Hawrań

Można więc powiedzieć, że kolejnym z etapów zdobywania Hawrania, było dojście do miejsca, w którym ścieżka przecinała Zadni Stefanowy Żleb. Z tego miejsca wydawało nam się to nawet proste, ale jak się potem okazało, kawałek dalej czekała na nas pewna zmyłka.

Nowy Wierch, Hawrań i Płaczliwa Skała ze Stefanowego Działu
Nowy Wierch, Hawrań i Płaczliwa Skała ze Stefanowego Działu

Chwilę później znowu zagłębiliśmy się w iglastym lesie. Co ciekawe cały czas szliśmy bardzo wyraźnym traktem, tylko w pewnym momencie pojawiło się na nim skrzyżowanie. Jedna z dróg wiodła lekkim trawersem, a kolejna konkretnie pod górę.

Z racji tego, że miałem tego dnia zadziwiająco dużo siły, to ruszyłem na obadanie tej górnej ścieżki. Trochę nią wychodziłem, pokonałem na niej nawet drewnianą drabinkę i znalazłem się wśród skał w jednym z wyższych punktów Stefanowego Działu. Chwilę później dołączył do mnie Tomek i Asia, ale jak się potem okazało nie była to właściwa droga – choć bardzo kusząca. 🙂

Na kuszącej ścieżce
Na kuszącej ścieżce

Po zejściu, na rozstajach wybraliśmy tą drugą, łagodniejszą opcję i już po chwili osiągnęliśmy to miejsce, do którego dążyliśmy.

Tomek wybił do przodu i czekał na nas dopiero pod Hawranimi Rzędami. Są to te charakterystyczne urwiska skalne, którymi kończą się trawiaste zbocza Hawrania. W żlebach są one mniejsze, albo praktycznie zanikają, dzięki czemu można przez nie spokojnie przejść.

Tomek w Zadnim Stefanowym Żlebie
Tomek w Zadnim Stefanowym Żlebie
Asia na tle panoramy Tatr
Asia na tle panoramy Tatr

Rozpoczęliśmy tą szaloną wspinaczkę po trawach, które rozpościerały się przed nami niczym ogromny dywan. Nie wychodziło mi się po nich za dobrze, bo parę razy podjechały mi na nich nogi, więc bardzo się ucieszyłem, kiedy osiągnęliśmy Hawranią Przełęcz.

Zadni Stefanowy Żleb powyżej Hawranich Rzędów
Zadni Stefanowy Żleb powyżej Hawranich Rzędów

Wyszliśmy tam szybko, bo zajęło nam to niecałe 25 minut. W bardzo wstępnych planach była opcja jeszcze zdobycia Nowego Wierchu (słow. Nový vrch). Na szczęście ona nie wypaliła, bo po wychodzeniu po tych trawach miałem dosyć łażenia po ciężkim terenie, a z tego co widziałem to droga na ten szczyt takim właśnie prowadziła.

Nowy Wierch z Hawraniej Przełęczy
Nowy Wierch z Hawraniej Przełęczy
Hawrania Dolina
Hawrania Dolina

Przerwa na przełęczy trwała około 20 minut, a po niej ruszyliśmy w stronę najwyższego szczytu Tatr Bielskich (słow. Belianske Tatry). Tym razem to Asia dała czadu i nas mocno zostawiła w tyle. 🙂 My z Tomkiem ruszyliśmy na szczyt trochę później od niej. Po drodze spotkaliśmy Polaka, który już schodził ze szczytu i z tego co nam mówił to zamierzał iść tą samą drogą, którą my wychodziliśmy.

Asia i Tomek na Hawraniej Przełęczy
Asia i Tomek na Hawraniej Przełęczy
Żleb i Stefanowy Dział z góry
Żleb i Stefanowy Dział z góry
Nowy Wierch i kawałek Murania
Nowy Wierch i kawałek Murania
Tatry Wysokie z podejścia na Hawrań
Tatry Wysokie z podejścia na Hawrań
Coraz bliżej szczytu
Coraz bliżej szczytu

Pogoda była wspaniała, widoki okazałe, chociaż umiejscowienie słońca na niebie nie pozwalało mi zdobić ładnych ujęć Tatr Wysokich. Natomiast fantastycznie z grani szczytowej widoczna była Płaczliwa Skała (słow. Ždiarska vidla), która jest tylko o 10 metrów niższa od Hawrania.

Majestatyczna Płaczliwa Skała, Szalony Wierch i Rakuska Czuba
Majestatyczna Płaczliwa Skała, Szalony Wierch i Rakuska Czuba

Asia zdobyła po drodze jeszcze jakąś ciekawą turniczkę i do nas z niej machała. My jednak do niej nie dołączyliśmy, tylko parliśmy na właściwy wierzchołek. Na nim znajdowała się trójka turystów, z czego jeden pan trzymał inną panią na linie. Można by było zaryzykować stwierdzenie, że był to jakiś przewodnik. Oni jednak szybko zmyli się ze szczytu, prawie w tym samym momencie, co my się na nim pojawiliśmy. Wracali tą samą drogą, którą przyszli czyli północną granią szczytową. Tomek się pytał, czy możemy iść z nimi, ale Słowak nie był za bardzo chętny. Zresztą zejście w tamtą stronę sprawiłoby, że musielibyśmy prawdopodobnie pieszo wracać drogą do Jaworzyny Spiskiej ze Zdziaru albo z Podspadów.

Turyści na wierzchołku Hawrania
Turyści na wierzchołku Hawrania
Nowy Wierch, Murań i Tatry Wysokie
Nowy Wierch, Murań i Tatry Wysokie
Płaczliwa Skała, Szalony Wierch i Jatki
Płaczliwa Skała, Szalony Wierch i Jatki

Na szczycie Hawrania nie było za przyjemnie, bo strasznie na nim wiało z południowego-zachodu. Przez to ciężko się było przed tym wiatrem schować, bo wierzchołek nie jest za duży, a od strony wschodniej konkretnie stromy. Asia trochę schowała się za trawiastą granią, ale jak zobaczyłem gdzie siedzi – nad jakim żlebem, to włosy mi się jeżyły na plecach.

Asia na szczycie chroni się przed wiatrem
Asia na szczycie chroni się przed wiatrem

Ja po 15 minutach stwierdziłem, że też stamtąd spadam, bo już było mi zimno. Asia z Tomkiem zostali jeszcze na chwilę, ale potem Asia również zaczęła iść w moją stronę. Niewyżyty tatrzańsko Tomek został tam dłużej i zrobił, jak zwykle, masę ciekawych zdjęć.

Asia już schodzi, a Tomek jeszcze nie
Asia już schodzi, a Tomek jeszcze nie

Schodząc, w pobliżu przełęczy natrafiłem na kawałek drutu, który być może pochodzi z czasu panowania księcia Hohenlohe, który to zadrutował tą cześć Tatr w celach łowieckich. Kawałek niżej zaglądając już na trawiaste zbocza opadające z Hawraniej Przełęczy dostrzegłem człowieka siedzącego powyżej Hawranich Rzędów. Nie wiedziałem kto to, ale jak się potem okaże, spotkamy się jeszcze z tym człowiekiem.

Drut w trawie
Drut w trawie

Moje schodzenie na przełęcz trwało 20 minut. Szybko do mnie dołączyła Asia i potem razem oczekiwaliśmy na Tomka robiąc mu sesję schodzeniową. 🙂 Ten dołączył do nas po kwadransie. Tam mieliśmy zabawną sesję zdjęciową. Był to jeszcze ten moment, w którym zastanawialiśmy się jak schodzić z Hawraniej Przełęczy. Tomek myślał nad zejściem Doliną Hawranią (słow. Havrania dolina), ale po pierwsze nie wiedzieliśmy jak wygląda jej osławiony próg, a po drugie zeszlibyśmy do Podspadów.

Tomek schodzi na Hawranią Przełęcz
Tomek schodzi na Hawranią Przełęcz

Ogólnie to już nie mogłem się doczekać kiedy stamtąd zejdziemy. Przed zejściem założyliśmy sobie z Asią kaski na głowy, a ja jeszcze dodatkowo schowałem telefon do plecaka. Po 15 minutowej przerwie ruszyliśmy na trawiaste zbocze. Tym razem nie szliśmy z Asią tą samą drogą co wychodziliśmy, a bardziej dnem żlebu.

Początkowo wszystko szło jak należy… stawiałem ostrożnie nogi podpierając się cały czas mocno kijami. Zygzakowałem jak się dało, by równo zmieniać obciążenia na obu nogach. Przeszliśmy, tak na oko, około 1/3 żlebu licząc od przełęczy do skał. Asia szła pierwsza, ja za nią, a Tomek dużo bardziej z tyłu. Asia dochodziła do miejsca, w którym widać było kawałek odsłoniętej ziemi. W tym żlebie zdarzają się takie miejsca. Są one dobre, bo lepsza jest na nich przyczepność i można tam na chwilę sobie odpocząć. Pomyślałem, że mam ochotę na taki właśnie odpoczynek i skierowałem się w tamto miejsce.

Byłem od niego w odległości około 10 metrów… już marzyłem o odpoczynku na ten kupie ziemi i chyba za szybko chciałem się tam znaleźć… lewa noga, podbiła mi prawą – tym samym na raz straciłem dwa największe punkty podparcia. Jeszcze próbowałem się ratować kijami, ale to już nic nie dało i rozpocząłem zjazd Zadnim Stefanowym Żlebem.

Na początku musiałem uświadomić sobie dosyć szybko, że to ja zjeżdżam, a nie nikt inny. Bo to jest takie dziwne uczucie – jakby Twój mózg nie dopuszczał myśli, że to Ty masz w tym momencie przesrane… Jak to do mnie już dotarło, to szybko pojawiły się myśli typu: „Czy to już koniec?”, „Gdzie ja się zatrzymam?”… To wszystko to były sekundy, po nich dotarły wreszcie te bardziej racjonalne: „Hamuj”, „Musisz się jakoś zatrzymać” i jeszcze pamiętam zaginanie palców, tak jakby miały się z nich pojawić kocie pazury, które wzmocnią siły tarcia.

I tak sobie jechałem, aż w końcu dojechałem do małej skoczni, na której mnie lekko wybiło, obróciło i upadłem na nieco bardziej płaski kawałek żlebu, by po paru metrach się zatrzymać. Ale stanąłem w takim terenie, że do dziś nie wiem jakim cudem tam stanąłem…

Moja trasa zjazdu z Hawraniej Przełęczy
Moja trasa zjazdu z Hawraniej Przełęczy

Przez cały swój zjazd ciągnąłem za sobą kije, które miałem założone pętlami na nadgarstkach. W końcu się przydały – wbiłem je w zbocze i udało mi się podnieść. Wyszukałem wzrokiem łagodniejszy teren, by móc tam poczekać na resztę ekipy, ale zanim się do niego dostałem usłyszałem hałas i zobaczyłem zjeżdżającą Asię.

Przez moment zastanawiałem się jak ją zatrzymać, ale na szczęście sama wyhamowała. Potem przez chwilę myślałem, co będzie z Tomkiem, który jest jeszcze bardzo wysoko, a on nie ma kasku.

Widząc, że idzie uważnie – zresztą gdybym ja coś takiego widział z góry, to też bym tak szedł – uznałem, że sobie jakoś poradzi. Asia do mnie zeszła i mogliśmy cieszyć się z bardzo szybkiego pokonania żlebu. 🙂 Okazało się, że Asia myślała, że zgubiłem kijek. Szukając go weszła w mój tor zjazdu i pojechała za mną. Poza lekkimi otarciami na nodze nic się jej nie stało. Ze mną było podobnie, chociaż moje otarcia były w nieco innych miejscach – na brzuchu i żebrach. Czas oczekiwania na Tomka spędziłem na wyciąganiu suchej trawy z różnych miejsc, w które się wdarła podczas jazdy.

Wracając jeszcze do zjazdu, to teraz po ponad 7 miesiącach myślę, że na pewno przyczyniły się do niego solidnie wyeksploatowane buty z mocno startym bieżnikiem oraz kiepska technika schodzenia po takim terenie. Wiedziałem, że nawet suche trawy są bardzo śliskie – już kiedyś też kawałek nimi pojechałem. Ale po tym wydarzeniu wiem, że jeśli już tak zjeżdżasz to przydałoby się coś, czym można „rysować” te trawy, np. złożony kijek, a nie rozłożony.

Tomek schodził wolno, ale dokładnie – on jako jedyny nie zjechał. Po około 20 minutach był już z nami i wtedy mogliśmy już sobie prawdziwie odpocząć. My ze zjazdu, a Tomek z emocji.

Tomek uważnie schodzi z Hawraniej Przełęczy
Tomek uważnie schodzi z Hawraniej Przełęczy

Gdy doszliśmy do naszej super ścieżki, nie skierowaliśmy się w stronę Stefanowego Działu, a w stronę Murania (słow. Muráň). Po przetrawersowaniu południowych zboczy Nowego Wierchu doszliśmy do dużego żlebu, opadającego ostro w dół w stronę Stefanowej Doliny. Nie wiedzieliśmy czy tam mamy iść, a ścieżki za bardzo nie było z tej wysokości widać.

Na ścieżce pod Hawranią Przełęczą
Na ścieżce pod Hawranią Przełęczą
Widok ze ścieżki na Tatry Wysokie
Widok ze ścieżki na Tatry Wysokie
Tomek pod skałami Nowego Wierchu
Tomek pod skałami Nowego Wierchu
Schodzenie w słońcu
Schodzenie w słońcu

Kiedy już mieliśmy się wracać usłyszeliśmy jakichś ludzi i psa. Owi ludzie okazali się turystami z Polski, którzy też próbowali zdobyć Hawrania, za pomocą ścieżki, którą my sprawdzaliśmy rano, ale się z niej wycofaliśmy. Też tam gdzieś pozjeżdżali (jeden z nich miał ranną rękę) i mówili, że już chcieli helikopter wzywać. To właśnie jeden z nich był tym człowiekiem, którego widziałem schodząc trawiastą granią ze szczytu Hawrania.

Tomek schodzący ścieżką w żlebie
Tomek schodzący ścieżką w żlebie

Okazało się, że ci turyści rano wychodzili tą ścieżką i wiedzieli dokąd ona prowadzi. Przecinała ona jednak żleb, tylko na niższej wysokości. Poszliśmy więc za nimi i już po 40 minutach byliśmy na Polanie pod Muraniem. Kolejne pół godziny i już siedzieliśmy w aucie z zamiarem powrotu do Bielska. Mój palący brzuch i żebra nie dokuczały mi aż tak podczas jazdy – mogłem więc jechać ciesząc się że żyjemy i już nigdzie nie zjeżdżamy. 🙂

Podsumowanie

ok. 14 km
ok. 9 h
Jaworzyna Spiska (dziki parking) Polana pod Muraniem - rozstaje
Polana pod Muraniem - rozstaje rzeźbione ławki
rzeźbione ławki Zadni Stefanowy Żleb
Zadni Stefanowy Żleb - ścieżka Hawrania Przełęcz
Hawrania Przełęcz Hawrań
Hawrań Hawrania Przełęcz
Hawrania Przełęcz Zadni Stefanowy Żleb - ścieżka
Zadni Stefanowy Żleb - ścieżka Polana pod Muraniem
Polana pod Muraniem Polana pod Muraniem - rozstaje
Polana pod Muraniem - rozstaje Jaworzyna Spiska (dziki parking)
dziki parking przy Drodze Wolności w Jaworzynie Spiskiej w pobliżu kościoła
własny
uwaga na śliskie trawy

Hawrań

Zobacz pełną galerię zdjęć »

Trasa wycieczki

Trasa w portalu PlanetaGor.pl

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o