Mały Śnieżnik

31.12.2017
Asia, ja
Mały Śnieżnik
5 (100%) 6 głos[ów]

Na kolejną wycieczkę wyruszyliśmy trzeciego dnia naszego pobytu w Międzygórzu. Można powiedzieć, że wędrowaliśmy po górach pomiędzy konkursami skoków i w te dni, w którym były konkursy śledziliśmy je na bieżąco przed telewizorem, natomiast w pozostałe chodziliśmy po górach. Trochę to może nie współgrało w pogodą, bo zazwyczaj w taki „dzień konkursowy”, była ona zdecydowanie lepsza, aniżeli w pozostałe dni. Ale jakoś nie mogliśmy opuścić żadnych zawodów, może przez to, że tak wspaniale w nich prezentował się Kamil Stoch. 🙂

Ale wracając do tematyki górskiej… Mieszkając w Watrze zazwyczaj przed każdym wyjściem z kwatery natrafialiśmy na gospodarza. Zawsze nas wypytywał, gdzie się wybieramy i nam coś doradzał, bo wiedział, że jesteśmy w tych stronach dopiero pierwszy raz. Tym razem słysząc  o tym, że wybieramy się na Mały Śnieżnik, przyznał że trasa jest dosyć długa, ale że może nas pokierować na pewny skrót. Słuchaliśmy więc dokładnie, jak mamy iść, by nie schodząc do centrum miejscowości od razu wbić się na żółty szlak. Jak tak mówił wszystko wydawało się dosyć łatwe, w praktyce jednak takie nie było… 🙂

Na początku wszystko szło jak po maśle. Przy mostku skręciliśmy w drogę pożarową i pieliśmy się nią mozolnie pod górę. Nie lada problem stanowiła nawierzchnia drogi, która była pokryta lodem, a na dodatek lekko mżyło. Było naprawdę bardzo ślisko. Stąd też szliśmy bardzo wolno uważając na każdy swój krok. Z 15 minut, które mieliśmy iść tą drogą, zrobiło się przynajmniej pół godziny, a skrzyżowania jak nie było, tak nie było.

Asia idzie drogą pożarową
Asia idzie drogą pożarową

Po jakimś czasie doszliśmy do skrzyżowania dróg. Była przy nim tablica informująca, że jedna z dróg prowadzi do dwóch międzygórskich posesji. Będąc pewni, że to właśnie to miejsce gdzie mieliśmy skręcić w prawo, tak też uczyniliśmy. Ta droga była chyba jeszcze bardziej zalodzona od tej poprzedniej. Na szczęście były miejsca, gdzie można było omijać tę śliską pułapkę. Idąc nią spotkaliśmy jednego pana, który już skądś schodził. Po jakimś czasie doszliśmy do tych posesji, do których prowadziła droga. Asia już wcześniej zaczęła używać swojego telefonu do namierzania naszego położenia. Dzięki jej zaleceniom od posesji ruszyliśmy do góry przez ciemny las i znaleźliśmy się na żółtym szlaku. 🙂

Pierwsze skrzyżowanie na drodze pożarowej
Pierwsze skrzyżowanie na drodze pożarowej
Pogoda była trochę niewyraźna
Pogoda była trochę niewyraźna
Idziemy przez ciemny, zamglony las
Idziemy przez ciemny, zamglony las

Początkowo żółty szlak prowadził przez niewielką polanę, by potem wejść w mglisty las. W lesie szło się nam bardzo przyjemnie, bo nie było tak ślisko. Nie trwało to jednak długo, bo już za chwilę ponownie znaleźliśmy się na wyślizganej drodze leśnej. 🙂 Asia trzymała rękę na pulsie i wiedziała dokładnie kiedy droga skręci w prawo, a nam pozostanie normalny szlak.

Las jak z horroru
Las jak z horroru
W końcu na żółtym szlaku
W końcu na żółtym szlaku

Było na nim dużo więcej śniegu, ale wędrowało się nam przyjemnie, bo szlak był przetarty. Doprowadził nas do skrzyżowania ze szlakiem niebieskim, który był oznaczony jako E3. E3 to europejski długodystansowy szlak pieszy, który ciągnie się od Oceanu Atlantyckiego po Morze Czarne i przebiega łącznie przez 12 krajów. Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia, że będziemy szli takim wybitnym szlakiem. 🙂

Już więcej śniegu na szlaku
Już więcej śniegu na szlaku
Asia na niebieskim szlaku
Asia na niebieskim szlaku
Asia na szlaku w pobliżu Małego Śnieżnika
Asia na szlaku w pobliżu Małego Śnieżnika

Dojście do skrzyżowania, które przedstawia poniższe zdjęcie zajęło nam jeszcze sporo czasu. Na szlaku były takie momenty, że pojawiało się więcej śniegu, więc i ja byłem zmuszony do założenia w końcu stuptutów. Droga na Mały Śnieżnik była dosyć wymagająca, do tego cały czas w nieba leciała woda w postaci mżawki, nawet na tej wysokości.

Skrzyżowanie szlaków pod Małym Śnieżnikiem
Skrzyżowanie szlaków pod Małym Śnieżnikiem

Szczyt Małego Śnieżnika znajdował się już blisko od tego skrzyżowania. Spotkaliśmy tam też pierwszych turystów, którzy podobnie jak i my poszukiwali tabliczki informującej, że znajdujemy się na Małym Śnieżniku. Jeden z nich w końcu ją odnalazł i reszta podążyła za nim. My po paru kubkach gorącej herbaty, również zrobiliśmy to samo, choć sprawdzanie wszystkich ich śladów zajęło nam sporo czasu, ja się miejscami zapadałem po kolana. Asia wreszcie ją odnalazła, ja również tam dotarłem, ale kosztowało to mnie sporo sił. Z wielka radością powitałem więc ponownie skrzyżowanie ze szlakiem E3. 🙂

My na Małym Śnieżniku
My na Małym Śnieżniku
Asia pod tablicą szczytową
Asia pod tablicą szczytową

Droga do schroniska upłynęła nam już całkiem przyjemnie, choć na Hali pod Śnieżnikiem mocno wiało. W schronisku oczywiście nie było za wiele miejsca do siedzenia, nie mówiąc już o zamawianiu czegoś. Byliśmy tam w sumie tylko chwilę.

Asia sprawdza ile jeszcze zostało do schroniska
Asia sprawdza ile jeszcze zostało do schroniska

Prawdziwym wyzwaniem było zejście czerwonym szlakiem… dokładnie tym samym, którym dwa dni temu wychodziliśmy na halę. Można powiedzieć, że już go znaliśmy, ale padająca z nieba mżawka i mocno wydeptana ścieżka szlakowa, zrobiła miejscami w niego straszną ślizgawkę. Asia miała raczki więc szło się jej bardzo pewnie, natomiast ja musiałem kombinować by nie zaliczyć upadku. 🙂 Do dziś nie wiem, jak mi się to udało, bo naprawdę było bardzo ślisko. Mijaliśmy po drodze różnych turystów, niektórzy nie mieli najlepszych butów, na taką nawierzchnię i już mieli problemy z pokonywaniem tego szlaku do góry. Nawet nie chce wiedzieć, jak oni potem stamtąd schodzili…

Na zejściu z Hali pod Śnieżnikiem
Na zejściu z Hali pod Śnieżnikiem

Po powrocie do Watry spotkaliśmy w korytarzu naszego gospodarza, który zapytał czy trafiliśmy na jego skrót. Nie wiedzieliśmy czy to gdzie szliśmy rano było jego skrótem, ale mówiliśmy, że doszliśmy do żółtego szlaku. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy otwarły się drzwi jednego z pokojów i wyszedł z niego pan, którego spotkaliśmy rano na śliskiej drodze do posesji. Po wymianie kilku zdań dowiedzieliśmy się, że skręciliśmy za wcześnie. Na tej drodze pożarowej było kolejne skrzyżowanie i to właśnie na nim mieliśmy dopiero odbić w prawo, by trafić idealnie na żółty szlak. Tak to jest z tymi skrótami, trzeba je dobrze znać. 🙂

Podsumowanie

ok. 16 km
ok. 6 h
Międzygórze (Watra) - Skrzyżowanie ze szlakiem żółtym (skrót)
Skrzyżowanie ze szlakiem żółtym - Skrzyżowanie ze szlakiem niebieskim (szlak żółty)
Skrzyżowanie ze szlakiem niebieskim - Skrzyżowanie ze szlakiem zielonym (szlak niebieski)
Skrzyżowanie ze szlakiem zielonym - Mały Śnieżnik (szlak zielony)
Mały Śnieżnik - Skrzyżowanie ze szlakiem niebieskim (szlak zielony)
Skrzyżowanie ze szlakiem niebieskim - Hala pod Śnieżnikiem (szlak niebieski)
Hala pod Śnieżnikiem - Międzygórze (Watra) (szlak czerwony)
bardzo ślisko ze względu na zalodzone szlaki i padającą mżawkę

Trasa wycieczki

Trasa w portalu PlanetaGor.pl