Szatańska przygoda

czyli wyjście na Szatana z Doliny Młynickiej

17.07.2019
Asia, ja
Szatańska przygoda
5 (100%) 1 głos[ów]
Szatan z Doliny Młynickiej

Kolejną wyprawą, którą mieliśmy zaplanowaną na zapowiadaną ładną pogodę była wycieczka na Szatana. To miał być najprostszy wariant (0+) z Doliny Młynickiej. I taki też był, może poza jednym miejscem – ale o tym później…

Aby dostać się do Szczyrbskiego Plesa musieliśmy praktycznie objechać całe Tatry, ale dzięki temu, że jechaliśmy z Zakopanego przez Poronin i Jurgów trasa nie zajęła nam za dużo czasu. Na parkingu pan Słowak pokazał nam uprzejmie, w którym miejscu mamy zaparkować. I ruszyliśmy w drogę. Ludzi już było sporo, ale większość z nich podążała do Doliny Mięguszowieckiej skrótem przez Drygant.

Asia z misiem w Szczyrbskim Plesie
Asia z misiem w Szczyrbskim Plesie

Z kolei na naszym, żółtym szlaku początkowo było bardzo mało turystów. Dopiero w okolicy wodospadu Skok, pojawiły się ich większe grupy. 99% ludzi i tak szła na jedyny dostępny z tej doliny szlakowy cel czyli Bystrą Ławkę. My jednak mieliśmy inne plany.

Dolina Młynicka nas zaprasza
Dolina Młynicka nas zaprasza
Asia na tle wodospadu Skok
Asia na tle wodospadu Skok

Dojście do wodospadu zajęło nam około godziny, więc myślę, że tempo marszu mieliśmy dobre. Po zdobyciu progu Skoku, gdy siedzieliśmy w pobliżu Stawu nad Skokiem, bardzo ciekawie prezentował się Szczyrbski Szczyt. Długo nie zajęło nam podejście do niego bliżej, bo teren gdzie znajduje się Zadnia Polana jest w miarę równy i można tam szybko iść.

W oddali Szczyrbski Szczyt
W oddali Szczyrbski Szczyt

Szlakiem wędrowaliśmy do miejsca, w którym zachodnie ramię Szatana jakby opadało łagodnym terenem w stronę żółtego szlaku. Tam też skręciliśmy ostro na wschód i powoli zaczęliśmy nabierać wysokości. Garbem szło się bardzo łatwo i przyjemnie. Po lewej stronie widać było Kozie Stawy, a po prawej Zadnią Polanę Młynicką ze Stawem nad Skokiem.

Szczyrbski Szczyt i Niżni Kozi Staw
Szczyrbski Szczyt i Niżni Kozi Staw

Po przejściu garba znaleźliśmy się na południowo-zachodnim zboczu Szatana. Tutaj czekała już na nas wyraźna ścieżka prowadząca w południowym kierunku. Rozochoceni jej wyrazistością ruszyliśmy naprzód, ale szybko napotkaliśmy pierwszą przeszkodę – niewielki próg z dużych głazów. Przez chwilę się z nim mocowaliśmy, ale w końcu znaleźliśmy solidny uchwyt, za pomocą którego można się było podciągnąć i pokonać tę skalną przeszkodę.

Asia na początku półki
Asia na początku półki

Ścieżka wiła się pomiędzy skałami, omijając kolejne żleby, aż doprowadziła nas do miejsca, które jest rozsławione przez większość turystów, którzy zdobywają Szatana tą drogą. Chodzi o wystający kamień, który częściowo zagradza przejście. Wg opisów innych zdobywców należy go ominąć częściowo się prześlizgując bokiem jego wystającej części. Oczywiście w tym miejscu „ścieżka” jest wąska i niepełna, więc istnieje pewne ryzyko spadnięcia kilka metrów w dół. Nie jest to może jakaś wielka lufa, ale można się potłuc lub sobie coś połamać.

Od razu napiszę, że nie cierpię takich miejsc i jak mam coś takiego przechodzić, to moje oczy szukają jakiejś alternatywy. Oczywiście tak mnie chyba wystraszył wspomniany głaz, że nie wpadłem na to, by szukać obejścia w jego pobliżu, co jak się potem okazało było prostsze. Zamiast tego stwierdziłem, że poniżej jest całkiem przyjemna partia trawki, która może do tego nadawać się idealnie. Nadała się średnio, bo nie do końca była sucha, ale wpierw musieliśmy na nią zejść. Było to w miarę łatwe, ale przez chwilę szukaliśmy dogodnego miejsca. Widać było, że ktoś czasami też stosuje ten wariant, bo w trawie były widoczne stopnie, ale i tak trzeba było być czujnym, bo musieliśmy nieco podejść do góry. Dopiero około 2-3 metrów poniżej głazu znalazł się pewniejszy grunt pod nogami. Trochę ta sytuacja napędziła mi strachu, no ale byłem na to przygotowany, chociaż nieco inaczej moja wyobraźnia rysowała mi to przejście.

Ścieżka prowadzi półką pod Szatanem
Ścieżka prowadzi półką pod Szatanem

Po minięciu tego miejsca ścieżka wprowadzała nas w dolną część żlebu, którym mieliśmy podążać do samej góry. Początkowo było w nim dużo trawy, jednak wraz ze wzrostem wysokości jej miejsce stopniowo zastępowała skała. Gdy pokonaliśmy już sporą część żlebu zrównaliśmy się wysokościowo ze skałą, która przypominała molo. Asia zrobiła sobie na niej zdjęcie z Granią Solisk. Natomiast przy tej skale łączyły się dwa, mniejsze żleby tworząc jeden wielki. To właśnie on wyprowadził nas na Przełęcz nad Czerwonym Żlebem.

Trawiasty początek żlebu
Trawiasty początek żlebu
Coraz więcej skałek
Coraz więcej skałek
Asia na tle Grani Solisk
Asia na tle Grani Solisk

Żleb był naprawdę długi i szeroki – chyba czymś takim jeszcze nie wychodziłem w Tatrach. Trudności w nim nie było praktycznie żadnych. No może poza tym, że było trochę krucho i przy zejściu wiedzieliśmy, że będzie trzeba uważać gdyby ktoś wychodził pod górę.

Wspinaczka żlebem
Wspinaczka żlebem
Górne, trawiaste partie żlebu
Górne, trawiaste partie żlebu

Przełęcz nad Czerwonym Żlebem była pięknym miejscem, z którego roztaczał się szeroki krajobraz szczególnie na najbliższe szczyty z otoczenia Dolin Mięguszowieckiej i Złomisk. Rysy, Wysoka, Gerlach i Kończysta były trochę przychmurzone, ale Mięgusze z Cubryną i Hińczową Turnią prezentowały się wybornie.

Rysy, Wysoka i Kończysta z Przełęczy nad Czerwonym Żlebem
Rysy, Wysoka i Kończysta z Przełęczy nad Czerwonym Żlebem
Mięguszowieckie Szczyty i Hińczowe Stawy
Mięguszowieckie Szczyty i Hińczowe Stawy
Grań Solisk
Grań Solisk

Z siodła nie było już daleko na wierzchołek Szatana, więc po chwili mogliśmy już świętować zdobycie premierowego i najwyższego szczytu Grani Baszt. Widoki ze szczytu były okazałe zarówno na wschodnią, jak i zachodnią stronę. Natomiast od północy trochę widok ograniczał drugi, niższy wierzchołek Szatana (tzw. róg). To on jest charakterystycznym wierzchołkiem Szatana i to głównie po nim można ten szczyt bez problemu rozpoznać będąc w wielu tatrzańskich miejscach.

Krywań, Furkot, Hruby i drugi róg Szatana
Krywań, Furkot, Hruby i drugi róg Szatana
Koprowy Wierch, Cubryna, Mięgusze i Hińczowe Stawy
Koprowy Wierch, Cubryna, Mięgusze i Hińczowe Stawy
My na wierzchołku Szatana
My na wierzchołku Szatana

Po obfitych seriach zdjęć ruszyliśmy na północny róg Szatana, by również stamtąd porobić fotki. Z rogu grań w kierunku północnym opada ostro w dół więc robi się tam niezła lufa. Na szczęście nie musieliśmy tam schodzić. 🙂

Widok z rogu na Krywań, Hruby Wierch i Szczyrbski Szczyt
Widok z rogu na Krywań, Hruby Wierch i Szczyrbski Szczyt
Asia na szatańskim rogu
Asia na szatańskim rogu
Asia przechodzi pomiędzy wierzchołkami Szatana
Asia przechodzi pomiędzy wierzchołkami Szatana
Kończysta, Tępa, Klin oraz Popradzki Staw
Kończysta, Tępa, Klin oraz Popradzki Staw
Asia świętuje zdobycie Szatana
Asia świętuje zdobycie Szatana

Gdy jeszcze byliśmy na rogu, zaczęło się nieco chmurzyć od polskiej strony. Wróciliśmy więc na właściwy wierzchołek Szatana i po krótkiej, już ostatniej sesji zdjęciowej, ruszyliśmy z powrotem na przełęcz. Podczas zejścia kapitalnie było widać południową część Grani Baszt. Może kiedyś uda się nią przejść…

Widok na południową część Grani Baszt
Widok na południową część Grani Baszt
Asia schodzi z Szatana
Asia schodzi z Szatana
Pośrednia Baszta na tle Doliny Młynickiej
Pośrednia Baszta na tle Doliny Młynickiej

Zejście z wierzchołka nie sprawiło nam żadnych problemów, natomiast podczas schodzenia z przełęczy zauważyliśmy ludzi podchodzących żlebem. Musieliśmy więc zachować szczególną ostrożność, by nie zrzucić na nich żadnego kamienia. Żaden z kamieni nie poleciał i się z nimi bezpiecznie minęliśmy. Podczas spotkania Asia próbowała coś tam zagadać do nich, ale turyści okazali się naszymi południowymi sąsiadami, więc nie było to łatwe zadanie. Jedynie co udało nam się zrozumieć to było słowo: „obloki” (chmury). 🙂

Spotkanie z turystami w żlebie
Spotkanie z turystami w żlebie
Szatańska kozica
Szatańska kozica
Trawiasty żleb i Staw nad Skokiem
Trawiasty żleb i Staw nad Skokiem
Dojście do kluczowego miejsca
Dojście do kluczowego miejsca

Schodząc widzieliśmy jak szybko przybliża się do nas dno Doliny Młynickiej. Bardzo szybko również doszliśmy do miejsca z odstającym kamieniem. Tym razem pokonaliśmy go innym sposobem. Wykorzystaliśmy w tym celu pobliską, trochę stromszą płytkę skalną i to po niej wspieliśmy się na ścieżkę tuż przy kamieniu. Gdybyśmy wiedzieli rano, że tak można – to pewnie wybralibyśmy tę samą opcję obejściową.

Obejście kluczowego miejsca (wystającego kamienia)
Obejście kluczowego miejsca (wystającego kamienia)
Wystający kamień z dalsza
Wystający kamień z dalsza
Asia siedzi na małym progu
Asia siedzi na małym progu
Szatan z Doliny Młynickiej
Szatan z Doliny Młynickiej

Dojście do garbika nie sprawiło nam już żadnych problemów. Na garbiku był wielki kamień, przy którym siedliśmy by sobie na chwilę odpocząć i czymś się posilić. Gdy w końcu ruszyliśmy i doszliśmy do właściwego szlaku na Szatanie było już widać „naszych” turystów, z którymi mijaliśmy się w żlebie. A nam już tylko pozostał spacer dalszą częścią doliny do Szczyrbskiego Plesa, a następnie zjedzenie langosza i wypicie zimnej kofoli. 🙂

Spotkani w żlebie turyści już na Szatanie
Spotkani w żlebie turyści już na Szatanie

Podsumowanie

ok 14 km
ok. 8 h
parking Szczyrbskie Pleso garbik pod Szatanem
garbik pod Szatanem Szatan
Szatan garbik pod Szatanem
garbik pod Szatanem parking Szczyrbskie Pleso
bardzo dużo parkingów przy Szczyrbskim Jeziorze
własny

Szatańska przygoda

Zobacz pełną galerię zdjęć »

Trasa wycieczki

Trasa w portalu PlanetaGor.pl

Tagi: