Przełęcz Orłowicza

czyli jak zdobyć przełęcz i być na niej dużej niż pół minuty...

06.01.2017
Asia, ja
Przełęcz Orłowicza
Oceń wpis

Pierwotnie podczas planowania naszych bieszczadzkich tras Połonina Wetlińska była obowiązkowym punktem na naszej liście. Jednak fakt, że pogoda podczas naszych ostatnich dni w Bieszczadach nie była już tak piękna, jak w pierwszym i drugim dniu, już samo wyjście na Przełęcz Orłowicza było wymagającym zadaniem. 🙂

Nasza przygoda z tą przełęczą zaczęła już się podczas pokonywanie rozległej polany położonej tuż nad Wetliną. Niby były jakieś ślady, ale ogólnie szlak był słabo przetarty. Na dodatek dostaliśmy jeszcze opieprz od narciarzy, że zadeptujemy ich ślady…

Zasypane łąki nad Wetliną
Zasypane łąki nad Wetliną
Żółty szlak na Przełęcz Orłowicza
Żółty szlak na Przełęcz Orłowicza

Po wejściu w las i minięciu budki Bieszczadzkiego Parku Narodowego szlak zmienił się w bardzo przyjazną ścieżką, która była bardzo dobrze przetarta. 🙂 Na początku spotkaliśmy na szlaku sporo narciarzy, którzy już zjeżdżali w kierunku Wetliny.

Momentami nawet świeciło słońce
Momentami nawet świeciło słońce

Śniegu było bardzo dużo i gdy chciało się iść za potrzebą gdzieś na bok, to zapadało się w nim niemalże po pas. 🙂 Po drodze natrafiliśmy w końcu na wiatkę gdzie mogliśmy napić się gorącej herbaty. Po chwilowym postoju ruszyliśmy dalej dosyć ostro w górę. To było wyjście ma skalisty wał, z którego było już kawałek do naszego celu.

Asia na szlaku
Asia na szlaku

Po minięciu ostatnich drzewek naszym oczom ukazał się bezgraniczna biel. Nie ukrywam, że po wczorajszym Jaworniku obawiałem się trochę tej trasy. Dobrze, że przed nami szło trzech turystów w rakietach, bo przetarli nam szlak na świeżo. Ale i tak było mega ciężko. Każdy krok stanowił zagadkę: czy się zapadnę po kolano czy po pachwinę? 🙂 I do tego ten lodowaty wiatr zamrażający mi ryja… oj długo nie zapomnę tej przełęczy. 🙂

Asia i trzej turyści wychodzą na odkryty teren tuż pod Przełęczą Orłowicza
Asia i trzej turyści wychodzą na odkryty teren tuż pod Przełęczą Orłowicza

Po dojściu na Przełęcz Orłowicza Asia chciała zdjęcie, więc jej zrobiłem na szybko. Potem odwróciłem się na pięcie i zacząłem uciekać z tego przeklętego miejsca. 🙂 Po drodze oczywiście zrobiłem lodołamacza, ale lada moment byłem już w bezpiecznym lasku osłaniającym mnie przez huraganowymi podmuchami z tej lodówy. Nawet nie zdążyłem się rozglądnąć na przełęczy… po prostu już nie chciałem tam być.

Asia na Przełęczy Orłowicza
Asia na Przełęczy Orłowicza

Zresztą poniższe zdjęcie doskonale pokazuje mój stan psychiczny po zdobyciu tej przełęczy. 🙂 Asia jest uśmiechnięta, a ja jestem zamarznięty… 🙂

My po zdobyciu naszego celu
My po zdobyciu naszego celu

W drodze powrotnej trzeba było się jakoś rozgrzać. Oto wspomniany wcześniej skalny wał, który miał temu służyć, ponieważ znów się trzeba było na niego wspinać.

Asia pokonuje wał koło wiaty
Asia pokonuje wał koło wiaty

Pogoda nad Wetliną również się poprawiła w porównaniu z porankiem. Po dojściu na kwaterę, która mieliśmy w Jaworynie, przez kilka chwil ogrzewałem sobie brzuch przy kaloryferze, bo był aż czerwony z zimna. 😀

I tak też skończyła się nasza bieszczadzka przygoda. 🙂

W drodze powrotnej do Wetliny
W drodze powrotnej do Wetliny

Przełęcz Orłowicza

Zobacz pełną galerię zdjęć »

Trasa wycieczki

Trasa w portalu PlanetaGor.pl